Rodzina Ci nie pomoże. O samotności przedsiębiorcy i ludziach, którzy naprawdę rozumieją

Ostatnio na spotkaniu biznesowym miałem przyjemność prowadzić rozmowę z gościem specjalnym – przedsiębiorcą, który zbudował firmę działającą w kilkusetmilionowej skali. Rozmawialiśmy o tym, jak przebiegał rozwój jego biznesu, jakie przeszkody napotykał po drodze i jak sobie z nimi radził.

Spodziewałem się historii o strategiach, przewagach, może o kilku przełomowych decyzjach. I owszem, one się pojawiły. Ale najcenniejsze zdanie tej rozmowy było zupełnie innego kalibru.

Wszyscy mamy problemy.

Problem nie jest sygnałem, że robisz coś źle

Mój rozmówca powiedział to wprost i bez pozy: każdy przedsiębiorca – duży czy mały, ten, który odniósł sukces, i ten, któremu się nie powiodło – mierzy się z przeciwnościami niemal każdego dnia. Skala firmy nie usuwa problemów. Zmienia tylko ich rodzaj i liczbę zer w konsekwencjach.

Dlaczego uważam to zdanie za tak ważne? Bo większość przedsiębiorców, z którymi pracuję, nosi w sobie cichą interpretację: skoro mam problemy, to znaczy, że coś robię nie tak. Inni sobie radzą, u innych działa, tylko u mnie ciągle coś się sypie.

Ta interpretacja jest fałszywa i kosztowna. Fałszywa, bo patrzysz na cudze firmy od frontu, a na własną od zaplecza – porównujesz swoją codzienność z czyjąś fasadą. Kosztowna, bo prowadzi do wstydu, a wstyd prowadzi do milczenia. Przedsiębiorca, który wstydzi się swoich problemów, przestaje o nich mówić. A problem, o którym się nie mówi, rośnie w najlepsze.

Człowiek zarządzający kilkusetmilionowym biznesem mówi otwarcie: mam problemy codziennie. To nie jest wyznanie słabości. To jest opis zawodu.

Dlaczego rozmowa z rodziną nie działa

I tu dochodzimy do wątku, który w naszej rozmowie wybrzmiał najmocniej, a o którym pisze się zaskakująco rzadko.

Przedsiębiorca z problemem najczęściej próbuje najpierw najprostszej drogi: rozmawia z najbliższymi. Z żoną, z mężem, z rodzicami, z przyjacielem spoza biznesu. Ludzie ci słuchają w najlepszej wierze, kibicują szczerze, chcą dobrze.

I to nie działa.

Nie dlatego, że rodzina jest zła albo obojętna. Nie działa dlatego, że ktoś, kto nie niesie podobnych obowiązków, nie jest w stanie zrozumieć ich ciężaru. Nie poczuje, czym jest odpowiedzialność za wypłaty dwudziestu osób piątego dnia miesiąca. Nie zna bezsenności przed rozmową z bankiem. Nie wie, jak smakuje decyzja o rozstaniu z pracownikiem, którego się lubi. Może współczuć – ale nie może doradzić, bo nigdy nie stał w tym miejscu.

Efekt bywa gorszy niż brak rozmowy. Przedsiębiorca słyszy dobre rady w rodzaju „to może sprzedaj firmę”, „nie przejmuj się tak” albo „przecież zawsze sobie radziłeś” – i czuje się jeszcze bardziej samotny, bo właśnie potwierdził, że nawet najbliżsi go nie rozumieją. A rodzina czuje bezradność, bo widzi zmęczonego człowieka, któremu nie umie pomóc.

To nie jest wina żadnej ze stron. To jest błąd doboru narzędzia do zadania.

Środowisko to infrastruktura, nie dodatek

Rozwiązanie, które wskazał mój rozmówca, brzmi banalnie, dopóki nie potraktuje się go serio: otaczaj się innymi przedsiębiorcami. Ludźmi, którzy mają podobne wyzwania, podobne obowiązki i podobne blizny.

Pisałem kiedyś o akwarium pełnym większych ryb – o środowisku, które wymusza rozwój. Dziś dokładam do tego drugą funkcję środowiska, mniej ambicjonalną, ale równie ważną: środowisko jako system wsparcia w problemach.

Mechanizm jest prosty. Wielu przedsiębiorców przechodziło już przez sytuacje, które Ty przechodzisz pierwszy raz. Ktoś już zwalniał kluczowego pracownika. Ktoś już renegocjował umowę, która dusiła firmę. Ktoś już przetrwał utratę największego klienta. Jedna rozmowa z człowiekiem, który tam był, potrafi rzucić na Twój problem światło, którego nie da żadna książka ani żaden poradnik – bo to światło pada z doświadczenia, nie z teorii.

Samotny przedsiębiorca z wieloma problemami sobie nie poradzi. Nie dlatego, że jest słaby. Dlatego, że gra w grę zespołową w pojedynkę.

I dlatego traktuję budowanie takiego środowiska nie jako miły dodatek do biznesu, nie jako „networking przy kawie”, ale jako infrastrukturę firmy – tak samo krytyczną jak system finansowy czy procesy sprzedaży. Różnica jest taka, że tej infrastruktury nie kupisz. Trzeba ją zbudować obecnością, regularnością i wzajemnością, zanim będzie potrzebna. W dniu kryzysu jest już za późno na zaczynanie znajomości.

Rozważny, odważny, w działaniu

Podsumowanie naszej rozmowy zmieściło się w jednym zdaniu: nie bój się podejmować ryzyka – bądź rozważny, bądź odważny i działaj.

Zwróć uwagę na kolejność i na komplet. Sama rozwaga bez odwagi to firma, która analizuje w nieskończoność i nie rusza z miejsca. Sama odwaga bez rozwagi to hazard z cudzymi pieniędzmi i własnym zdrowiem. A jedno i drugie bez działania to tylko dobrze przemyślane i odważnie brzmiące plany w szufladzie.

Pisałem już, że w rozwoju firm odwaga częściej bywa wąskim gardłem niż wiedza. Rozmowa z człowiekiem, który przeszedł drogę do kilkuset milionów, tylko mnie w tym utwierdziła. On nie wygrał tym, że wiedział więcej. Wygrał tym, że działał – rozważnie i odważnie – także wtedy, gdy problemy piętrzyły się codziennie.

Ruch jako narzędzie pracy

Na koniec rada, która z pozoru odstaje od reszty, a moim zdaniem domyka całość: ruch.

Mój rozmówca mówił o tym bez owijania – dla zdrowia mózgu konieczny jest ruch. Pobudza organizm, oczyszcza umysł, pozwala być stale w formie. U przedsiębiorcy, którego głównym narzędziem pracy jest głowa – jej jasność, odporność i zdolność podejmowania decyzji pod presją – dbanie o to narzędzie nie jest kwestią stylu życia. Jest kwestią zawodową.

Zarządzanie firmą to ultramaraton, nie sprint. A do ultramaratonu nie wystarczy strategia. Trzeba jeszcze mieć czym biec.

Trzy rzeczy zabieram z tej rozmowy i oddaję Tobie. Problemy są normą zawodu, nie dowodem porażki. Ludzie, którzy naprawdę mogą Ci pomóc, to ci, którzy niosą podobny ciężar – i warto ich mieć wokół siebie, zanim będą potrzebni. A między rozwagą a odwagą nie trzeba wybierać.

Trzeba działać z obiema naraz.

Jeśli ten temat jest bliski Twojej firmie...

Na blogu dzielę się obserwacjami z pracy z przedsiębiorstwami oraz refleksjami dotyczącymi technologii, zarządzania i funkcjonowania organizacji. W wielu firmach podobne zagadnienia pojawiają się jednak nie tylko jako ciekawy temat do dyskusji, ale jako realne wyzwanie związane z rozwojem biznesu.

Jeśli w Twojej firmie pojawiają się pytania dotyczące organizacji procesów, wykorzystania technologii lub kierunku rozwoju projektów informatycznych, możesz skorzystać z mojego wsparcia doradczego.

Sprawdź, jak mogę pomóc Twojej firmie
Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koniecznie przeczytaj także