Przewidywalność jest produktem

Zapytaj klienta, dlaczego wybrał dostawcę, a usłyszysz o jakości, funkcjach, cenie, kompetencjach. Zapytaj tego samego klienta, dlaczego od dostawcy odszedł – i prawie nigdy nie usłyszysz o jakości ani cenie.

Usłyszysz: nie wiedziałem, na czym stoję. Terminy się przesuwały. Musiałem się dopytywać. Obiecali, nie oddzwonili. Za każdym razem coś innego.

Ta asymetria mówi o zakupach w biznesie więcej niż wszystkie ankiety satysfakcji razem wzięte. Klienci opowiadają, że kupują produkt. A naprawdę płacą za pewność, że coś się wydarzy tak, jak obiecano.

Firma świetna kontra firma pewna

Zrób ze mną krótki eksperyment myślowy. Masz do wyboru dwóch dostawców.

Pierwszy robi rzeczy świetne. Naprawdę świetne – poziom, którego konkurencja nie dowozi. Tylko że terminy są loterią: czasem przed czasem, czasem dwa tygodnie po, a status projektu poznajesz wtedy, kiedy sam zadzwonisz.

Drugi robi rzeczy poprawne. Solidne, bez fajerwerków. Ale w stu procentach na czas, a w każdy piątek dostajesz krótką informację, co się wydarzyło i co będzie dalej – zanim zdążysz zapytać.

Któremu powierzysz projekt, od którego zależy Twój własny termin wobec Twojego klienta?

Właśnie. I nie dlatego, że jakość nie ma znaczenia. Dlatego, że niepewność ma koszt, który księgowość widzi rzadko, a organizm właściciela codziennie. Przy nieprzewidywalnym dostawcy musisz budować bufory czasowe, trzymać plan B, dopytywać, pilnować, nosić projekt w głowie. Płacisz raz fakturą, a drugi raz własną uwagą. Przy przewidywalnym dostawcy płacisz tylko fakturę – resztę głowy masz wolną na własny biznes.

Firma dowożąca rzeczy przeciętne w pewnych terminach regularnie wygrywa z firmą dowożącą rzeczy świetne w terminach losowych. To niesprawiedliwe wobec rzemiosła. I całkowicie racjonalne wobec ekonomii.

Niepewność wraca do Ciebie jako koszt sprzedaży

Teraz odwróćmy stół i popatrzmy od strony dostawcy, bo tu robi się naprawdę ciekawie.

Każda niepewność, którą fundujesz klientowi, wraca do Ciebie z nawiązką. Klient, który nie wie, na czym stoi, dzwoni – a każdy taki telefon to Twój czas na uspokajanie zamiast na robotę. Klient, który raz się sparzył na terminie, zaczyna kontrolować – i nagle masz w projekcie darmowego kierownika nadzoru, który spowalnia wszystko. Klient niepewny negocjuje ostrzej – bo ryzyko, które czuje, wycenia sobie w rabacie, którego żąda. I wreszcie: klient niepewny nie poleca. Może być zadowolony z efektu, ale nie postawi swojej reputacji na kogoś, kto „zwykle w końcu dowozi”.

A w drugą stronę działa to samo, tylko na plus. Przewidywalność jest jedynym elementem oferty, który klient konsumuje przez cały czas trwania współpracy – jakość zobaczy na końcu, cenę poczuje raz, a spokój albo jego brak czuje w każdym tygodniu. Dlatego to właśnie przewidywalność, nie jakość, jest najczęstszym powodem rekomendacji: „pracuj z nimi, człowieku, oni po prostu robią, co mówią”.

Pisałem niedawno o podatku od doświadczenia i o tym, że w pracy eksperckiej płaci się za rezultat, nie za godziny. Dziś dokładam drugą połowę tego równania: premium płaci się za rezultat pewny. Nikt nie płaci stawek premium za „prawdopodobnie się uda”. Marża premium to w dużej części marża za zdjęte z klienta ryzyko – i dlatego firmy nieprzewidywalne są skazane na konkurowanie ceną, choćby robiły cuda.

Przewidywalność się projektuje

Przewidywalność nie bierze się z tego, że masz solidnych ludzi. Solidni ludzie to za mało – przewidywalność trzeba w firmie zbudować. Składa się z trzech elementów.

Pierwszy: obietnice składane z procesu, nie z optymizmu. Firma nieprzewidywalna obiecuje terminy na wyczucie, pod presją rozmowy handlowej, a potem rzeczywistość weryfikuje. Firma przewidywalna wie, ile naprawdę trwają jej procesy – bo je zna i mierzy – i obiecuje z zapasem, który pozwala dotrzymać słowa także w gorszym tygodniu. Brzmi banalnie, ale wymaga rzeczy rzadkiej: odwagi obiecania mniej, niż klient chciałby usłyszeć.

Drugi: komunikacja wyprzedzająca pytanie. Żelazna zasada: klient nigdy nie powinien musieć zapytać o status. Jeśli pyta – już przegrałeś, niezależnie od odpowiedzi, bo przez chwilę nosił Twój projekt w swojej głowie. Rytm komunikacji (choćby krótki piątkowy raport: zrobione, w toku, następne, ryzyka) kosztuje kwadrans tygodniowo, a wycina osiemdziesiąt procent telefonów, maili i niepokoju po obu stronach. To najtańsza inwestycja w marżę, jaką znam.

Trzeci: przewidywalność również w problemach. Bo problemy będą – o tym, że każdy je ma, pisałem po rozmowie z przedsiębiorcą z kilkusetmilionowego biznesu. Firmy przewidywalne nie różnią się od pozostałych brakiem problemów, tylko sposobem ich obsługi: o problemie klient dowiaduje się od nich – wcześnie i od razu z planem działania. Nie sam, po fakcie, własnym telefonem. Paradoksalnie dobrze zakomunikowany problem buduje zaufanie mocniej niż projekt bez problemów. Bo pokazuje, jak firma zachowuje się wtedy, gdy nie musi wyglądać dobrze.

Zacznij od jednej obietnicy

Na koniec coś do zrobienia od poniedziałku, bo przewidywalności nie wdraża się dekretem na całą firmę.

Wybierz jedną obietnicę, którą Twoja firma składa klientom najczęściej. Termin oferty. Czas reakcji na zgłoszenie. Dzień wysyłki. Cokolwiek, co powtarza się co tydzień.

Sprawdź w danych – nie w deklaracjach – jak często jej dotrzymujecie. Jeśli wynik jest poniżej dziewięćdziesięciu paru procent, masz dwie uczciwe drogi: napraw proces, żeby dowoził obietnicę, albo zmień obietnicę na taką, którą proces udźwignie. Obie są w porządku. Nie jest w porządku tylko to, co robi większość: obiecywać dalej i liczyć na lepszy tydzień.

A potem dołóż drugą obietnicę. I trzecią.

Bo produkt można skopiować, cenę można przebić, a funkcje wyrównują się szybciej, niż działy marketingu zdążą je opisać. Reputacja firmy, która po prostu robi, co mówi – buduje się latami i nie kopiuje wcale.

Przewidywalność jest produktem. Kto to zrozumie pierwszy w swojej branży, ten przestanie konkurować ceną.

Jeśli ten temat jest bliski Twojej firmie...

Na blogu dzielę się obserwacjami z pracy z przedsiębiorstwami oraz refleksjami dotyczącymi technologii, zarządzania i funkcjonowania organizacji. W wielu firmach podobne zagadnienia pojawiają się jednak nie tylko jako ciekawy temat do dyskusji, ale jako realne wyzwanie związane z rozwojem biznesu.

Jeśli w Twojej firmie pojawiają się pytania dotyczące organizacji procesów, wykorzystania technologii lub kierunku rozwoju projektów informatycznych, możesz skorzystać z mojego wsparcia doradczego.

Sprawdź, jak mogę pomóc Twojej firmie
Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koniecznie przeczytaj także