Najcenniejsze rzeczy, które robimy, często pozostają dla nas niewidoczne

Kilka dni temu otrzymałem wiadomość, która zatrzymała mnie na dłuższą chwilę.

Nie była od klienta. Nie dotyczyła biznesu. Nie była też związana z technologią.

Dotyczyła piosenki.

Autorka wiadomości napisała, że utwór mojego zespołu „W ramionach fal” pomógł jej przejść przez jeden z najtrudniejszych momentów w życiu – żałobę po śmierci córki. Zaprosiła nas również na festiwal szantowy, podczas którego po raz kolejny zostanie wręczona nagroda imienia jej córki.

Przyznam, że trudno było mi znaleźć odpowiednie słowa.

Nie dlatego, że była to pochwała. Dlatego, że nagle dotarło do mnie, iż piosenka napisana kiedyś z potrzeby serca mogła stać się dla kogoś czymś znacznie większym niż tylko muzyką.

To nie był jedyny taki sygnał

Co ciekawe, w ostatnim czasie podobnych sytuacji było więcej.

Ktoś po rejsie napisał mi, że dawno nie czuł się na wodzie tak spokojnie i bezpiecznie. Ktoś inny podziękował za sposób prowadzenia załogi i atmosferę, która sprawiła, że chciał wrócić na pokład.

Nasz zespół zaczął odnosić sukcesy na festiwalach. Otrzymujemy coraz więcej ciepłych słów od ludzi, którzy słuchają naszej muzyki.

Z drugiej strony są sprawy zawodowe.

Przedsiębiorcy, którzy po wielu miesiącach odzywają się z informacją, że rozmowa, którą kiedyś odbyliśmy, pozwoliła im podjąć dobrą decyzję.

Osoby wychodzące z kryzysów finansowych, którym miałem okazję pomagać i które dziś są już w zupełnie innym miejscu.

Zdarzyło mi się nawet uczestniczyć w bardzo trudnym sporze rozwodowym. Nie jako prawnik. Nie jako mediator z uprawnieniami. Po prostu jako osoba, której obie strony zaufały na tyle, by pomóc znaleźć rozwiązanie zamiast kolejnej kłótni.

Na pierwszy rzut oka każda z tych historii jest zupełnie inna.

A jednak wszystkie mają jeden wspólny mianownik.

Nie chodzi o to, czym się zajmujemy

Przez chwilę zacząłem zastanawiać się, co właściwie łączy muzykę, żeglarstwo, prowadzenie firmy, szkolenia czy doradztwo.

To przecież zupełnie różne światy.

Dopiero po pewnym czasie zrozumiałem, że ich wspólnym mianownikiem wcale nie jest to, co robię.

Łączy je to, że po drugiej stronie zawsze jest człowiek.

Człowiek z własnymi problemami, obawami, marzeniami i historią, której najczęściej nie znam.

I bardzo często nie mam pojęcia, jaki wpływ może mieć na niego zwykła rozmowa, decyzja, piosenka czy wspólnie spędzony tydzień na pokładzie.

Przez lata źle definiowałem sukces

Przez większość życia sukces kojarzył mi się z rzeczami, które można policzyć.

Liczbą klientów.

Przychodami.

Zrealizowanymi projektami.

Nagrodami.

Statystykami.

To wszystko jest ważne. W biznesie trudno udawać, że liczby nie mają znaczenia.

Ale z wiekiem coraz częściej dochodzę do wniosku, że są rzeczy, których nie da się zmierzyć żadnym raportem.

Nie da się wpisać do Excela informacji, że czyjaś piosenka pomogła komuś przetrwać żałobę.

Nie da się wykazać w rocznym sprawozdaniu, że rozmowa przy kawie sprawiła, iż ktoś nie zamknął swojej firmy.

Nie da się zmierzyć tego, że ktoś po rejsie odzyskał spokój albo uwierzył, że potrafi więcej, niż mu się wcześniej wydawało.

A przecież właśnie takie rzeczy zostają z ludźmi na lata.

„Warto być przyzwoitym”

Coraz częściej wracam myślami do słów profesora Władysława Bartoszewskiego:

„Warto być przyzwoitym.”

Nie dlatego, że przyzwoitość się opłaca.

Nie zawsze się opłaca.

Czasem wręcz kosztuje.

Kosztuje czas, energię, cierpliwość. Czasem wymaga wejścia w cudzy problem, choć równie dobrze można byłoby powiedzieć: „to nie moja sprawa”.

Ale przyzwoitość zostawia ślad w ludziach.

A ten ślad bywa znacznie trwalszy niż pieniądze, stanowiska czy zawodowe sukcesy.

Być może właśnie dlatego po latach wracają do nas wiadomości, których kompletnie się nie spodziewamy.

Kilka prostych zdań.

Kilka słów podziękowania.

Kilka wspomnień, o których sami już dawno zapomnieliśmy.

Być może wszyscy zostawiamy po sobie większy ślad, niż nam się wydaje

Ta myśl nie dotyczy wyłącznie mnie.

Jestem przekonany, że każdy z nas ma podobne historie. Czasem nawet o nich nie wie.

Może kiedyś poświęciłeś komuś godzinę swojego czasu i zapomniałeś o tej rozmowie. Dla Ciebie była jedną z wielu. Dla drugiej osoby mogła okazać się przełomowa.

Może powiedziałeś komuś jedno zdanie, które zmieniło jego sposób myślenia.

Może zrobiłeś coś, co zajęło Ci pięć minut, a ktoś wspomina to po kilku latach.

Największy wpływ bardzo często pozostaje niewidoczny dla tego, kto go wywiera.

Róbmy swoje

Nie mamy wpływu na wszystko.

Nie rozwiążemy wszystkich problemów świata.

Nie pomożemy każdemu.

Ale możemy uczciwie wykonywać swoją pracę. Możemy znaleźć czas na rozmowę. Możemy wysłuchać. Możemy stworzyć coś, co dla nas będzie tylko kolejnym projektem, kolejnym artykułem, kolejną piosenką czy kolejnym rejsem.

Nigdy nie wiemy, kiedy i dla kogo stanie się to czymś naprawdę ważnym.

Być może wszyscy zostawiamy po sobie znacznie większy ślad, niż jesteśmy w stanie dostrzec.

I może właśnie dlatego warto być przyzwoitym.

Nawet wtedy, gdy wydaje się, że nikt tego nie zauważa.

Jeśli ten temat jest bliski Twojej firmie...

Na blogu dzielę się obserwacjami z pracy z przedsiębiorstwami oraz refleksjami dotyczącymi technologii, zarządzania i funkcjonowania organizacji. W wielu firmach podobne zagadnienia pojawiają się jednak nie tylko jako ciekawy temat do dyskusji, ale jako realne wyzwanie związane z rozwojem biznesu.

Jeśli w Twojej firmie pojawiają się pytania dotyczące organizacji procesów, wykorzystania technologii lub kierunku rozwoju projektów informatycznych, możesz skorzystać z mojego wsparcia doradczego.

Sprawdź, jak mogę pomóc Twojej firmie
Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koniecznie przeczytaj także