Słowa, które budują. I te, które niszczą firmy po cichu

„Nauczyłam się ważnej rzeczy. Jeśli nie masz nic życzliwego do powiedzenia, lepiej nie mów wcale. Jeśli nie potrafisz kogoś wesprzeć, przynajmniej nie podcinaj skrzydeł.”
Martyna Wojciechowska

To zdanie pozornie nie ma nic wspólnego z biznesem. A jednak, im dłużej pracuję z firmami, zespołami i właścicielami spółek, tym częściej widzę, że właśnie od takich „miękkich” rzeczy zaczynają się bardzo twarde problemy.

Nie od liczb.
Nie od strategii.
Od słów.

Cisza bywa lepsza niż komentarz

W wielu organizacjach panuje przekonanie, że trzeba mieć opinię na każdy temat. Każdy pomysł powinien zostać oceniony, skomentowany, poprawiony. Najlepiej od razu. Najlepiej publicznie. Najlepiej z pozycji siły.

Problem w tym, że ogromna część tych komentarzy niczego nie wnosi. Nie rozwija. Nie prowadzi do lepszej decyzji. Zostawia za to ślad w głowie drugiej osoby.

W biznesie cisza bardzo często jest lepsza niż krytyka, która nie niesie za sobą wartości. Jeśli nie potrafimy pomóc komuś pomysłem, pytaniem albo konstruktywną uwagą, milczenie bywa dojrzalszą decyzją niż szybka riposta.

Firmy nie tracą ludzi dlatego, że ktoś im nie powiedział wystarczająco dużo. Tracą ich wtedy, gdy słyszą za dużo rzeczy, które odbierają sens działania.

Podcinanie skrzydeł nie wygląda jak konflikt

Podcinanie skrzydeł w biznesie rzadko wygląda jak otwarta awantura. Częściej to drobne uwagi rzucone mimochodem. Ironia. Publiczne podważanie kompetencji. Komentarze w stylu „to się nie uda”, „już to przerabialiśmy”, „nie teraz”.

Z perspektywy zarządu czy właściciela firmy to bywają „niewinne” słowa. Z perspektywy zespołu to sygnał, że lepiej się nie wychylać. Że inicjatywa jest ryzykowna. Że bezpieczniej robić minimum.

A potem pojawia się zdziwienie, że ludzie nie biorą odpowiedzialności, nie wychodzą z pomysłami i nie myślą strategicznie.

To nie brak kompetencji. To efekt środowiska, w którym skrzydła były podcinane systematycznie i konsekwentnie.

Wsparcie nie zawsze oznacza rozwiązanie problemu

Wielu liderów myli wsparcie z gotowym rozwiązaniem. Tymczasem wsparcie bardzo często polega na czymś znacznie prostszym. Na daniu przestrzeni. Na wysłuchaniu. Na powiedzeniu: „sprawdźmy to”, zamiast „to bez sensu”.

W firmach, które dobrze funkcjonują w długim okresie, wsparcie nie polega na ratowaniu każdego projektu. Polega na tym, że ludzie wiedzą, iż mogą próbować bez strachu przed ośmieszeniem lub zgaszeniem entuzjazmu.

Z doradczej perspektywy widzę, że właśnie tam rodzą się najlepsze decyzje. Nie w atmosferze presji i ciągłej oceny, ale w środowisku, które nie zabija inicjatywy na starcie.

Relacje biznesowe działają tak samo

To samo dotyczy relacji pomiędzy firmami. Partner, który w trudnym momencie nie potrafi pomóc, ale przynajmniej nie dokłada presji, często robi więcej niż ten, który „tylko egzekwuje umowę”.

Jedno zdanie w mailu, jeden ton rozmowy, jedna decyzja o tym, czy dać czas, czy natychmiast dociskać. To wszystko buduje albo niszczy relację, która w przyszłości może być warta znacznie więcej niż jednorazowa korzyść.

Dojrzały biznes rozumie, że nie każda sytuacja wymaga komentarza, a nie każdy problem trzeba wygrać kosztem drugiej strony.

Dojrzałość lidera zaczyna się od uważności

Prowadzenie firmy to nie tylko podejmowanie decyzji, ale też ciągłe zarządzanie energią ludzi. Słowa lidera ważą więcej, niż mu się wydaje. Czasem jedno zdanie potrafi zamknąć temat na lata. Albo otworzyć przestrzeń do rozwoju.

Cytat Martyny Wojciechowskiej jest prosty, ale w biznesie niezwykle wymagający. Wymaga uważności, pokory i świadomości wpływu, jaki mamy na innych.

Bo jeśli nie potrafimy kogoś wesprzeć, naprawdę warto zadać sobie pytanie, czy nasze słowa są potrzebne.
A jeśli już mówimy, to czy pomagamy komuś biec dalej, czy właśnie podcinamy skrzydła.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koniecznie przeczytaj także