Spis treści
W biznesie, podobnie jak w życiu, bardzo rzadko przegrywamy z powodu braku wiedzy, technologii czy narzędzi. Znacznie częściej przegrywamy dlatego, że otaczamy się niewłaściwymi ludźmi. Albo zbyt słabymi, albo takimi, którzy ciągle wymagają ciągnięcia ich za sobą. To kosztuje energię, czas i uwagę. A te zasoby są zawsze ograniczone.
Jest stare porównanie, które wyjątkowo dobrze oddaje tę zależność: najlepiej być najmniejszą rybą w akwarium, w którym wszystkie pozostałe są większe od Ciebie. Bo wtedy albo nauczysz się pływać szybciej, albo po prostu wypadniesz z obiegu. I dokładnie tak samo działa to w zespołach, firmach i całych gospodarkach.
Ciągnąć w górę czy być ciągniętym?
Jeśli otaczasz się ludźmi słabszymi od siebie, prędzej czy później stajesz się ich napędem. To Ty wyznaczasz tempo, Ty podejmujesz decyzje, Ty rozwiązujesz problemy. Zespół zaczyna funkcjonować w trybie reaktywnym, a nie rozwojowym. Zamiast myśleć o przyszłości, gasisz pożary.
To bywa wygodne dla ego. Masz poczucie kontroli, dominacji, bycia tym „najmądrzejszym w pokoju”. Problem w tym, że najmądrzejszy w pokoju bardzo szybko przestaje się rozwijać. Skoro wszyscy czekają na Twoje decyzje, to kto ma kwestionować Twoje założenia? Kto ma Cię zmuszać do wyjścia poza strefę komfortu?
Otaczanie się ludźmi lepszymi od siebie działa dokładnie odwrotnie. To sytuacja, w której musisz się przygotowywać, myśleć szerzej, szybciej się uczyć. Nikt nie daje Ci taryfy ulgowej. To nie jest komfortowe, ale jest niezwykle rozwojowe. I długofalowo – opłacalne.
Tajwan jako studium przypadku
Jednym z najbardziej spektakularnych przykładów tej zasady w skali makro jest historia Tajwanu. Po przejęciu władzy w Chinach przez komunistów, ogromna liczba wybitnych ludzi – naukowców, inżynierów, intelektualistów i elit administracyjnych – opuściła kontynent. Wielu z nich osiedliło się właśnie na Tajwanie.
Co istotne, znaczna część tej grupy trafiła później na studia do Stanów Zjednoczonych. Tam zetknęli się z inną kulturą pracy, podejściem do innowacji, badaniami i rozwojem. Po powrocie zaczęli budować gospodarkę opartą na wiedzy, współpracy i technologii. Nie na taniej sile roboczej, ale na kompetencjach.
Efekt widzimy dziś bardzo wyraźnie. Tajwan jest jednym z najbardziej zaawansowanych technologicznie regionów świata, a TSMC stał się globalnym filarem nowoczesnej gospodarki. To firma, która produkuje ponad 60% światowych mikroprocesorów i praktycznie wszystkie najbardziej zaawansowane układy scalone. Nawet giganci tacy jak Apple czy Intel zlecają tam produkcję swoich procesorów.
To nie jest przypadek. To efekt wielu lat współpracy ludzi o bardzo wysokim poziomie kompetencji, wspólnych projektów badawczo-rozwojowych i środowiska, w którym przeciętność po prostu nie miała racji bytu.
Ekosystem ludzi, nie jednostek
Sukces Tajwanu nie polegał na jednym geniuszu czy jednej przełomowej decyzji. Polegał na stworzeniu ekosystemu, w którym ludzie wzajemnie się napędzali. Każdy specjalista był otoczony innymi specjalistami. Każdy zespół pracował z zespołami, które stawiały wysokie wymagania.
To dokładnie ta sama zasada, która działa w mniejszej skali – w firmach, startupach, zespołach projektowych. Jeśli masz w zespole ludzi, którzy są lepsi od Ciebie w swoich obszarach, Twoją rolą przestaje być „wiedzieć wszystko”. Zaczynasz zarządzać kierunkiem, a nie detalem. I to jest moment, w którym organizacja zaczyna naprawdę rosnąć.
Lekcja Steve’a Jobsa
Podobną filozofię otwarcie wyznawał Steve Jobs. Jednym z jego kluczowych założeń przy budowie Apple było zatrudnianie ludzi lepszych od siebie. Ludzi, którzy potrafili wejść do pokoju i powiedzieć: „To jest zły pomysł”. I umieli to uzasadnić.
Jobs rozumiał, że firma nie urośnie szybciej niż jej ludzie. A lider, który otacza się wyłącznie osobami potakującymi, bardzo szybko staje się wąskim gardłem rozwoju. Apple nie zbudowało swojej pozycji dlatego, że Jobs był wizjonerem. Zbudowało ją dlatego, że potrafił stworzyć środowisko, w którym wizjonerzy, inżynierowie i projektanci wzajemnie się napędzali.
Komfort to wróg rozwoju
Warto też jasno powiedzieć: otaczanie się lepszymi ludźmi jest niewygodne. Podważa pewność siebie, zmusza do ciągłego uczenia się, obnaża braki. Dlatego tak wiele osób wybiera komfort bycia „najlepszym w pokoju”. Tyle że komfort bardzo często prowadzi do stagnacji.
W dobrobycie i wygodzie łatwo zasnąć. A kiedy pojawia się kryzys – technologiczny, rynkowy czy osobisty – okazuje się, że nie ma kto pociągnąć Cię w górę. Bo wszyscy czekają na Ciebie.
Wybór akwarium
Na końcu wszystko sprowadza się do świadomego wyboru. Możesz budować środowisko, w którym jesteś najsilniejszy. Albo takie, w którym musisz stawać się silniejszy. To dotyczy wspólników, pracowników, klientów, ale też ludzi, z którymi rozmawiasz i od których się uczysz.
Najlepsze decyzje rozwojowe bardzo rzadko są wygodne. Ale niemal zawsze polegają na tym samym: wejściu do akwarium, w którym wszystkie ryby są większe od Ciebie. Bo tylko wtedy masz pewność, że zamiast ciągnąć innych – sam będziesz ciągnięty w górę.