Spis treści
W świecie prawa – jak i w biznesie – sama znajomość przepisów rzadko wystarcza. Oczywiście, każdy dobry adwokat musi znać kodeksy, ustawy, rozporządzenia. Musi wiedzieć, co mówi litera prawa, jak interpretować paragrafy, jak zbudować linię obrony czy argumentację w imieniu swojego klienta. To podstawowy warsztat. Tak jak dobry programista musi znać język, w którym koduje, a kierowca – przepisy drogowe.
Ale z drugiej strony – sam warsztat nie wystarcza. Bo praktyka nie dzieje się na papierze. Dzieje się w realnym świecie, z jego dynamiką, nieprzewidywalnością i… ludźmi. A ci, jak wiemy, rzadko działają idealnie według schematów.
Kto zna salę sądową, ten zna życie
Są prawnicy, którzy potrafią cytować przepisy z pamięci. Zrobią to na spotkaniu, zrobią to w piśmie procesowym, zrobią to w e-mailu do klienta. Ale kiedy przychodzi do rozprawy – nagle okazuje się, że sprawa idzie nie tak. Dlaczego? Bo teoria teorią, a sąd to teatr z własnymi zasadami. Z własnym rytmem, presją, emocjami i… nieprzewidywalnością.
Pamiętam, jak pewien doświadczony adwokat powiedział mi kiedyś: „Nie zawsze chodzi o to, kto ma rację. Czasem chodzi o to, kto ją lepiej pokaże. Albo – komu sędzia uwierzy.” Wtedy jeszcze wydawało mi się to cyniczne. Dziś wiem, że to po prostu realizm.
Żart, który mówi więcej niż komentarz prawny
Siedzi dwóch sędziów w pokoju. Wpada adwokat, do jednego krzyczy: Pies pana żony pogryzł psa mojej żony. Psa trzeba było operować, żona ataku dostała, albo zapłaci mi pan 10 tysięcy, albo składam pozew.
Sędzia pomyślał chwilę, wyjął dziesięć tysięcy, zapłacił, adwokat wyszedł.
Na to drugi sędzia pyta: Ty, czemu zapłaciłeś? Nie masz ani żony, ani psa.
Sędzia odpowiada: Ty to wiesz, ja to wiem… ale kto wie, co niezawisły sąd orzeknie.
Brzmi zabawnie? Może. Ale w tym żarcie kryje się ważna prawda: sala sądowa to nie laboratorium. Tu nie liczy się tylko teoria. Liczy się kontekst. Liczy się człowiek. Liczy się… sędzia.
Dobry adwokat zna prawo. Mądry zna sędziego
To powiedzenie często powtarzane jest półgębkiem, niby jako żart. Ale ten żart ma drugie dno. „Zna sędziego” nie znaczy przecież, że chodzi o nieformalne układy, kolacje i załatwianie spraw „po znajomości”. Chodzi raczej o rozumienie człowieka, który siedzi za stołem sędziowskim. Jego sposób myślenia. Jego styl prowadzenia rozprawy. Jego wrażliwość na konkretne argumenty. A czasem – jego cierpliwość na „przeciąganie liny”.
Mądry adwokat wie, że nie każdy sędzia lubi erystyczne popisy. Nie każdy ceni potok cytatów z doktryny. Są tacy, którzy chcą konkretu. Inni – cenią narrację. Jeszcze inni – nie lubią emocji, wolą chłodną analizę. Jeśli adwokat nie rozumie, do kogo mówi – może wygrać w teorii, a przegrać w praktyce.
Sąd to ostateczność, nie cel
Najlepsi adwokaci, jakich znam, robią wszystko, by nie doprowadzić do sali sądowej. Dlaczego? Bo wiedzą, jak ta sala wygląda. Wiedzą, ile trwa postępowanie. Wiedzą, jakie są koszty – nie tylko finansowe, ale też psychiczne i operacyjne dla klienta. Wiedzą, że w 90% przypadków – jeśli tylko jest wola stron – lepiej rozwiązać spór wcześniej, za zamkniętymi drzwiami, przy stole negocjacyjnym, a nie przed składem sędziowskim.
Dlatego mądry adwokat nie pokazuje klientowi jak walczyć. Pokazuje mu jak się dogadać – jeśli tylko to możliwe. I robi to nie ze słabości, ale z siły. Bo prawdziwa siła to nie atak. To kontrola nad sytuacją. To świadomość, kiedy warto iść na kompromis, a kiedy postawić wszystko na jedną kartę.
Koszt walki, którego nie widać
Przeciętny przedsiębiorca myśli o sądzie jak o miejscu, w którym „albo wygram, albo przegram”. Czarne albo białe. Racja albo jej brak. Ale rzeczywistość wygląda inaczej. Nawet jeśli masz rację – koszt dochodzenia tej racji może przewyższyć zysk. Postępowania ciągną się miesiącami. Czasem latami. Do tego koszty adwokackie, koszty biegłych, czas pracy, stres, opóźnienia w kontraktach.
Dlatego każdy, kto prowadzi firmę, powinien mieć po swojej stronie nie tylko dobrego adwokata, ale właśnie mądrego adwokata. Takiego, który powie: „Masz rację, ale może lepiej się dogadać”. Takiego, który zada pytanie: „Ile naprawdę chcesz na tym wygrać?” Bo czasem wygrać w sądzie, to przegrać w życiu – i w biznesie.
Nie chodzi o znajomości. Chodzi o doświadczenie
„Zna sędziego” to także metafora. To znajomość realiów. To znajomość systemu. Tego, jak działa codzienność wymiaru sprawiedliwości. Gdzie są wąskie gardła, na co trzeba uważać, jak się przygotować. Mądry adwokat wie, że wygrana zaczyna się dużo wcześniej niż na sali rozpraw. Zaczyna się w decyzjach, które klient podejmuje, mając przed sobą rzetelną ocenę ryzyka.
I dlatego właśnie warto ufać tym, którzy nie tylko czytają kodeksy, ale też widzieli, jak te kodeksy są stosowane w praktyce.
Prawda jest taka, że w życiu – i w biznesie – nie chodzi tylko o to, by znać przepisy. Chodzi o to, by wiedzieć, kiedy warto walczyć, a kiedy warto odpuścić. A czasem – po prostu rozumieć, że druga strona też ma swoją historię. I że można się dogadać, zanim wpadnie się w tryby machiny, z której nie ma łatwego wyjścia.
Dobry adwokat zna prawo. Mądry zna realia. I dzięki temu – wie, co naprawdę przyniesie Ci spokój.